Pięciometrowa anakonda zjadła psa

Nauczyciel matematyki wszedł do płytkiej rzeki i godzinę później wyszedł z niej z pięciometrową anakondą. Wcześniej wąż połknął psa, który należał do przyjaciela pracownika oświaty. Nieświadomy czworonóg biegał wzdłuż brzegu podczas spaceru, kiedy nagle nastąpił atak.

 

 

 



Sebastian Baskoles, który mieszka w Matoury (Gujana Francuska), postanowił uporać się sam z osiemdziesięciokilogramowym gadem, gdy dowiedział się o tragicznym losie ukochanego zwierzątka swojego przyjaciela.

 

 



39 – latek przyznał później, że połów węża tej wielkości był jego długo oczekiwanym marzeniem.

 



„Na początku się nie bałem. Myślałem, że wąż będzie mniejszy. Wkrótce jednak poczułem jego siłę i oceniłem rozmiar. Szybko zdałem sobie sprawę, że się myliłem” – powiedział łowca gada.

 



Baskoles mówi, że od 10 lat rozrywkowo zajmuje się łapaniem dużych gadów, ale pojmanie anakondy, to jego największy sukces.

 

 


Walcząc z gigantem, Sebastian potrzebował pomocy przyjaciela, który musiał utrzymać ogon anakondy. Istniała niebezpieczeństwo, że wąż będzie próbował się bronić i może próbować udusić napastników. Gad jednak nie przejawiał dużej agresji, bo wciąż trawił psa.

 

 


Gdy pokonany wąż znalazł się na brzegu, zebrała się grupa ludzi – także 5,8 i 11 – letnie dzieci. Każdy chciał mieć zdjęcie z anakondą.

 



Aby zminimalizować groźbę niekontrolowanego ataku, głowę węża zabezpieczono szmacianym workiem. Potem Baskoles, ku niezadowoleniu żony, przetrzymał węża przez noc w łazience swojego domu.

 



Następnego dnia mężczyzna wywiózł anakondę 10 kilometrów w dół rzeki i wypuścił na bagnach z dala od ludzkich osiedli. Gad trafił do swojego pierwotnego siedliska.

 

 

 

 


 

Brak oceny