Niedźwiedzi patrol – wspomnienie Wojtka kaprala Drugiego Korpusu Wojska Polskiego

Kategorie: 

Źródło: youtube.com

Wielu żołnierzy zasłynęło ze swoich wyczynów podczas drugiej wojny światowej. Wśród nich jest Wojtek - kapral Drugiego Korpusu Wojska Polskiego. Kiedyś zneutralizował niebezpiecznego niemieckiego szpiega, który z powodu szybkiego ataku Wojtka musiał wspiąć się na palmę. Podczas jednej z najbardziej krwawych bitew z Niemcami Wojtek dostarczał amunicję innym żołnierzom, pomimo wybuchów wokół i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden niuans. Wojtek był niedźwiedziem.

 

 

 

Tak, zwykły syryjski niedźwiedź brunatny z gatunku Ursus arctos. Gdyby nie seria wypadków, prawdopodobnie nie różniłby się od swoich krewnych i wędrował po pasmach górskich Bliskiego Wschodu w poszukiwaniu jagód i innego jedzenia, ale jego życie było o wiele bardziej interesujące. Stał się częścią polskiej armii i walczył wraz z resztą żołnierzy, a ta historia bardziej przypomina fabułę filmu niż prawdziwe wydarzenia.

 

Syryjski niedźwiedź brunatny jest jednym z podgatunków niedźwiedzia brunatnego, łatwo go rozpoznać po jasnym kolorze i małym rozmiarze (wysokość około 150 cm). Żyje w górskich lasach Bliskiego Wschodu, tj. w Syrii, Libanie, Iranie i na terytoriach sąsiednich krajów. Żywi się, podobnie jak inne niedźwiedzie brunatne, głównie jagodami, orzechami, owadami, czasami rybami i małymi zwierzętami. Do tej pory przetrwało około 150 przedstawicieli tego gatunku.

 

Wszystko zaczęło się w 1942 roku, kiedy polscy żołnierze pod wodzą generała Władysława Andersa zostali wysłani ze Związku Radzieckiego na Bliski Wschód, aby dołączyć do sił alianckich. Na terytorium współczesnego Iranu natknęli się na głodnego chłopca w łachmanach i w plecaku na plecach. Z plecaka wyskoczyła głowa misia, a kiedy żołnierze ją zobaczyli, postanowili odkupić malca za kilka puszek konserw, czekolady i szwajcarski nóż.

 

Miś wciąż był bardzo mały, a żołnierze karmili go z butelki skondensowanym mlekiem rozcieńczonym wodą. Nazywali niedźwiedzia Wojtek, czyli zdrobnienie od „Wojciech”, co oznacza „uśmiechnięty wojownik”. Miś spał na piersi jednego z żołnierzy, aby nie zamarznąć. Później stało się to nawykiem i pomimo tego, że za każdym razem, gdy budowano specjalne prycze z desek dla Wojtka, spał głównie w namiotach z innymi żołnierzami.

 

Wojtek szybko zbliżył się do żołnierzy i pomagał im w codziennych sprawach. Stał na straży, obserwował ciężarówki z kabiny kierowcy, a nawet nauczył się salutować do wyższych oficerów. Przyjął też złe nawyki. Wojtek uwielbiał piwo i spożywał duże ilości tego trunku. Według niektórych doniesień niedźwiedzia nauczono palić, chociaż raczej nie palił, ale żuł tytoń.

 

W wolnym czasie żołnierze urządzali komiczne walki z niedźwiedziem. Oczywiście Wojtek zawsze wygrywał, nawet jeśli były przeciwko niemu trzy lub cztery osoby. Co więcej, zawsze wiedział, kiedy przestać, aby nie skrzywdzić ludzi.

 

Żołnierze postrzegali Wojtka nie jako zwierzaka, ale jako towarzysza. Wkrótce niedźwiedź stał się maskotką swojej kompanii, a jego sława rozprzestrzeniła się daleko.

 

Nadszedł dzień, w którym armia Andersa, w której Wojtek spędził cały ten czas, otrzymała rozkaz wypłynięcia do Włoch, aby pokonać niemieckie fortyfikacje pod Monte Cassino i wyzwolić Rzym. Tylko żołnierze mogli dostać się na pokład wojskowego statku transportowego odpływającego z Egiptu, dlatego aby zabrać ze sobą Wojtka, został oficjalnie zaciągnięty do 22 kompanii polskiej armii. Otrzymał zaświadczenie wojskowe i zaczął dostawać żołd. Wprawdzie nie pieniądze, ale jedzenie.

 

Bitwa o Monte Cassino została zapamiętana przez wielu jako jedna z najbardziej krwawych. Niemieckie fortyfikacje znajdowały się na szczycie góry i trudno było się do nich zbliżyć, ponieważ niemieccy snajperzy strzelali ze wszystkich czterech stron. Polska artyleria ciągle potrzebowała nowej amunicji. Nadszedł najlepszy czas dla Wojtka. Jeden z żołnierzy, który ledwo stał na nogach ze zmęczenia, żartobliwie skinął głową, prosząc o pomoc w wyjęciu pudła z pociskami z ciężarówki. Niedźwiedź stał na tylnych łapach i wyjął pudło. Potem pojawiał się wielokrotnie, pomimo strzelanin i eksplozji wokół. Jeden z żołnierzy był pod takim wrażeniem tego widoku, że namalował niedźwiedzia niosącego pocisk. Rysunek stał się oficjalnym emblematem 22 kompanii, która do dziś umieszcza na wszystkich swoich pojazdach sylwetkę niedźwiedzia z pociskiem w łapach.

 

Po wojnie Wojtek trafił do Szkocji wraz z kilkoma innymi żołnierzami i udało się go umieścić w zoo w Edynburgu. Legendarny niedźwiedź był bardzo popularny wśród miejscowej ludności, a czasem nawet weterani Armii Andersa przychodzili do niego i podawali mu papierosy. W tych momentach niedźwiedź, który nie był już zbyt towarzyski i cierpiał na problemy z kończynami. Kapral Wojtek resztę życia spędził w ogrodzie zoologicznym, a na jego cześć wzniesiono kilka pomników - w Londynie, Ottawie i Edynburgu.

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen



Skomentuj