Marzec 2020

Dzikie kojoty przejmują puste miasto San Francisco

Według San Francisco Gate dzikie kojoty w San Francisco nagle zaczęły zamieszkiwać puste ulice.

 

 

 

Ostatnio w mieście jest coraz więcej kojotów. W lutym radio KQED poinformowało, że zwierzęta przywracają siedliska po tym, jak prawie zostały wyeliminowane przez zatrucia i polowania z lat czterdziestych. Po kilku latach nieobecności w San Francisco w 2002 r. zauważono kojota, który podobno został sprowadzony przez jakiegoś myśliwego, a może nawet sam przekroczył most Golden Gate.

 

Od tego czasu ich liczba stale rośnie. Kiedy San Francisco znajduje się w drugim tygodniu izolacji, kojoty wydają się cieszyć nowo odkrytą przestrzenią na ulicach i skwerach. Użytkownik Twittera udostępnił w poniedziałek zdjęcie kojota na chodniku. Kojoty zostały również zauważone w obszarze Twin Peaks i w innych miejscach.

 




Łuskowce zawierające koronawirusy mogą być prawdopodobną przyczyną śmiertelnej pandemii na całym świecie

Koronawirusy znalezione w niewielkiej grupie pangolin przemyconych do Chin wydają się być blisko spokrewnione z COVID-19, który spowodował obecną pandemię, zgodnie z najnowszymi badaniami Nachechera i BBC.

 

 

Stopień podobieństwa jest niewystarczający do ustalenia z pewnością, że zwierzęta te były przyczyną infekcji. Jednak wyniki badania pokazują, że łuskowce są nosicielami koronawirusów u zwierząt i że ich sprzedaż na rynkach dzikiej przyrody w Chinach powinna być surowo zabroniona. Ograniczy to przenoszenie infekcji na ludzi. Już wcześniej chińscy naukowcy sami doszli do tego wniosku.

 

Pomimo początkowych dowodów, że nietoperze mogłyby służyć jako „inkubator” wirusa Sars-CoV-2, nie jest jasne, jakie inne zwierzęta przyczyniły się do jego rozprzestrzenienia. Rynek zwierząt w Wuhan, gdzie odnotowano pierwszą epidemię w Chinach, został zamknięty. To nie pozwoliło nam ustalić, jakie zwierzę było przyczyną wirusa.

 

Jednym z potencjalnych nosicieli są łuskowce. Te ssaki są sprzedawane w Chinach i są wykorzystywane jako żywność, jak i w medycynie ludowej. Tommy Lam i współpracownicy z University of Hong Kong przeanalizowali próbki osiemnastu malezyjskich łuskowców przejętych przez chińskie służby celne w okresie od sierpnia 2017 r. do stycznia 2018 r.

 

Koronawirus bezpośrednio związany z Sars-CoV-2 został znaleziony u pięciu badanych zwierząt. Podobne wirusy znaleziono również u 3 z 12 skonfiskowanych zwierząt podczas innego wydarzenia w późniejszym terminie w 2018 r. Wyizolowane z nich patogeny były w 85 - 92% podobne do Sars-CoV-2. Badanie wskazuje, że łuskowce są obecnie jedynymi ssakami, z wyjątkiem nietoperzy zakażonych koronawirusem związanym z Sars-CoV-2. Jednak naukowcy nie znaleźli jeszcze dowodów na to, że łuskowce przekazały nowy koronawirus ludziom. Analiza pokazuje jednak, że zwierzęta te odgrywają ważną rolę w środowisku życia koronawirusów.

 




Zastrzelony ptak zdołał trafić myśliwego w czułe miejsce

Polowanie na zwierzynę łowną, prawdopodobnie przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych, miało straszne konsekwencje dla ofiary i dla myśliwego, który przerwał życie upierzonemu stworzeniu.

 

Nieznany myśliwy, posługujący się bronią, pokazał swoim przyjaciołom klasę mistrzowską w poskramianiu latającego celu.

 

Po dwukrotnym oddaniu strzału do ptaka, młody mężczyzna otrzymał niespodziewany cios poniżej pasa. U kresu swojego żywota opierzona zdobycz uderzyła łowcę w niechronione miejsce i posłała go na podłogę, padając obok niego.

 




Samoizolujący się człowiek używa drona do wyprowadzania psa

Niektóre osoby znalazły nowe sposoby wykonywania codziennych zadań bez zbliżania się do innych ludzi.

 

 

Korzystając ze wszystkich dostępnych na czasie narzędzi, gdy nie można wychodzić, niejaki Vakis, pochodzący z Cypru, postanowił przywiązać smycz psa do małego, zdalnie sterowanego drona i zmusić do wyjścia na ulicę przed domem. Cypryjczyk kontrolował paradę czworonoga ze swojego ogrodu.

 

„Zostań w domu, aby być bezpiecznym, ale nie zapomnij o szczęściu swojego psa” - napisał.

 

Chociaż praktyczna realizacja tego zadania na co dzień jest wątpliwa, to przynajmniej pokazuje, że pomysł zmuszenia maszyny do przejęcia obowiązków wyprowadzania psów nie jest tak daleko idący.

 

 




W Hiszpanii gołębie zaczęły atakować ludzi z jedzeniem

W hiszpańskim mieście Benidorm głodne gołębie zaczęły atakować ludzi z jedzeniem. W Internecie opublikowano wideo o dziwnym zachowaniu ptaków.

 

 

 

Ze względu na kwarantannę ludzie mogą opuszczać swoje domy pojedynczo. Wcześniej ministerstwo zdrowia kraju poinformowało, że w Hiszpanii liczba przypadków koronawirusa przekroczyła 25 tys. osób. Zmarło już ponad 1300 osób.

 

Obecnie na terenie Hiszpanii obowiązuje kwarantanna. Ruch uliczny jest ograniczony, a imprezy masowe są anulowane.

 




W USA krowa porwana przez huragan z jednej wyspy na drugą urodziła cielę o oczach w różnych kolorach

Niesamowita historia, która wydarzyła się ostatniej jesieni na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, ma swoją kontynuację. W stanie Karolina Północna krowa cudem ocalała podczas huraganu Dorian i obecnie ma potomstwo. Cielakowi, który się narodził, nadano imię Dory. Zwierzę posiada niesamowitą cechę - oczy w różnych kolorach, brązowym i niebieskim – pisze The Charlotte Observer.

 

 

Na początku września 2019 r. huragan, który zniszczył wszystko na Bahamach, wiał przez kilka dni z prędkością 300 km / h i dotarł do wschodnich Stanów Zjednoczonych. Z powodu żywiołów najbardziej ucierpiały obszary przybrzeżne i wyspy. Amerykańskie media próbowały dowiedzieć się o losach stada dzikich koni na wyspie Cedar, która wcześniej stała się znana na całym świecie dzięki ich fotografiom. Okazało się, że fala uderzeniowa zniszczyła wyspę (zjawisko to podczas silnych cyklonów tropikalnych przypomina tsunami) o wysokości 2,5 metra i większość zwierząt padła. Z 49 przeżyło tylko 21 koni.

 

Przy tym stadzie koni, funkcjonowało stado, składające się z 20 jałówek. Były one czule nazywane „krowami morskimi”. Uważa się, że większość z nich zginęła podczas huraganu. Miesiąc po Dorianie znaleziono krowę na jednej z wysp Outer Banks, a następnie dołączyły do niej jeszcze dwie krowy, które przeżyły. Niewiarygodne, ale przepłynęły około 6,5 km podczas huraganu.

 

Zwierzęta wylądowały na ziemi federalnej - na terenie parku narodowego, więc musiały zostać zwrócone z powrotem na wyspę Cedar. Trudne zadanie transportu krów, które nie pozwalały ludziom do nich dotrzeć, zostało wykonane przez Ranch Solutions w listopadzie ubiegłego roku, który w lutym informował o narodzinach cielęcia Dory. Teraz udostępniono zdjęcie:

 




W Chinach słonie upiły się winem i posnęły w ogrodzie herbacianym w czasie, gdy ludzie poddani byli kwarantannie

Stado czternastu słoni przywędrowało do wioski w prowincji Yunnan w Chinach, szukając kukurydzy i innych produktów, ale zamiast tego znalazły trzydzieści litrów wina kukurydzianego i wypiły je do dna.

 

Później znaleziono pijane słonie, śpiące w pobliskim ogrodzie herbacianym z uroczymi uśmiechami na pyskach.

 

Świadkowie napisali: „Podczas gdy ludność była poddana kwarantannie, grupa czternastu słoni wpadła do wioski Yunnan w poszukiwaniu kukurydzy i innego jedzenia. W końcu znaleźli trzydzieści litrów wina kukurydzianego i upili się na tyle, aby zasnąć w pobliskim ogrodzie herbacianym.”

 

Uśmiechy na pyskach tych pijanych słoni pokazują, ile jeszcze musimy zrobić, aby przywrócić dżunglę, biorąc pod uwagę wylesianie, które doprowadziło do tej sytuacji. Te biedne słonie pewnie w desperacji szturmowały wioskę.

 

Trzeba sadzić więcej drzew i powstrzymać niepotrzebną przebudowę naszej planety, zwłaszcza gdy jest tak wiele porzuconych projektów. Ziemię można ponownie wykorzystać i rekultywować. Atak Covid-19 może być znakiem, że musimy zrozumieć, co zrobiliśmy naszemu środowisku.

 




Tajemnicza struktura z epoki lodowcowej została zbudowana z kości 60 mamutów

Archeolodzy niedawno odkryli w Rosji ogromną strukturę zbudowaną z tysięcy kości dziesiątek włochatych mamutów. Jest to najstarsza znana tego typu struktura licząca 25 tys. lat, a cel jej powstania nie jest do końca jasny.

 

 

Okrągłe struktury wykonane z kości mamutów są zaskakująco powszechne w danych archeologicznych. Większość pochodzi sprzed około 22 tys. lat. Były one dość powszechne w epoce lodowcowej na terenach Europy Wschodniej.

 

Obecnie archeolodzy, pracujący na stanowisku Kostenki 11, odkryli największą i najstarszą strukturę kości mamutów na świecie. Jest to konstrukcja o szerokości 12,5 metra wykonana z setek kości mamutów. Obiekt liczy około 25 tys. lat.

 

Archeolodzy po raz pierwszy odkryli gigantyczną strukturę kości w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dwudziestego wieku. W 2013 roku archeolodzy natknęli się na trzeci obiekt na tym terenie. Struktury te są zwykle otoczone szeregiem dużych dołów, których cel powstania też nie jest znany. Wciąż nie jest jasny również ogólny cel tworzenia tych gigantycznych struktur z kości.

 

„Niektórzy uważają, że miejsca tego typu były wykorzystywane jako mieszkania. Wcześniej interpretowano je jako mające potencjalne znaczenie rytualne. Niemniej jednak trudno jest powiedzieć, jakie znaczenie może mieć ten rytuał tylko na podstawie jednego odkrycia archeologicznego”- powiedział jeden z autorów badania. „Uzyskanie dużej liczby kości mamutów od co najmniej sześćdziesięciu różnych mamutów musiało być nie lada wyzwaniem. Zostały one zebrane w wyniku polowań lub przez oczyszczenie kości martwych zwłok znalezionych w terenie. W każdym razie mamutowe kości są naprawdę ciężkie, szczególnie gdy są świeże, a prosty transfer kości wymagał dużo pracy”.

 

Według innych danych. Ludzie tworzyli te konstrukcje, aby się w nich chronić i ogrzewać, paląc ognisko w środku. Tak więc mieszkanie prawdopodobnie służyło jako schronienie przed surowymi zimami epoki lodowcowej i być może przez cały rok. Mogło to być również miejsce do przechowywania żywności.

 

Struktura mogła mieć również znaczenie rytualne. Być może była to jakaś świątynia lub pomnik ku czci włochatych mamutów. Fakt, że mamuty ogrywały ważną duchową rolę w życiu tych ludzi, nie jest tajemnicą. To nowe odkrycie ujawnia, że myśliwi - zbieracze byli bardziej zaradni niż się powszechnie uważa. Zamiast bezmyślnie przetrzebiać stada zwierząt i zbierać po drodze orzechy oraz jagody, ludzie ci aktywnie planowali przyszłość i budowali odpowiednie struktury.

 




Niedźwiedzi patrol – wspomnienie Wojtka kaprala Drugiego Korpusu Wojska Polskiego

Wielu żołnierzy zasłynęło ze swoich wyczynów podczas drugiej wojny światowej. Wśród nich jest Wojtek - kapral Drugiego Korpusu Wojska Polskiego. Kiedyś zneutralizował niebezpiecznego niemieckiego szpiega, który z powodu szybkiego ataku Wojtka musiał wspiąć się na palmę. Podczas jednej z najbardziej krwawych bitew z Niemcami Wojtek dostarczał amunicję innym żołnierzom, pomimo wybuchów wokół i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden niuans. Wojtek był niedźwiedziem.

 

 

 

Tak, zwykły syryjski niedźwiedź brunatny z gatunku Ursus arctos. Gdyby nie seria wypadków, prawdopodobnie nie różniłby się od swoich krewnych i wędrował po pasmach górskich Bliskiego Wschodu w poszukiwaniu jagód i innego jedzenia, ale jego życie było o wiele bardziej interesujące. Stał się częścią polskiej armii i walczył wraz z resztą żołnierzy, a ta historia bardziej przypomina fabułę filmu niż prawdziwe wydarzenia.

 

Syryjski niedźwiedź brunatny jest jednym z podgatunków niedźwiedzia brunatnego, łatwo go rozpoznać po jasnym kolorze i małym rozmiarze (wysokość około 150 cm). Żyje w górskich lasach Bliskiego Wschodu, tj. w Syrii, Libanie, Iranie i na terytoriach sąsiednich krajów. Żywi się, podobnie jak inne niedźwiedzie brunatne, głównie jagodami, orzechami, owadami, czasami rybami i małymi zwierzętami. Do tej pory przetrwało około 150 przedstawicieli tego gatunku.

 

Wszystko zaczęło się w 1942 roku, kiedy polscy żołnierze pod wodzą generała Władysława Andersa zostali wysłani ze Związku Radzieckiego na Bliski Wschód, aby dołączyć do sił alianckich. Na terytorium współczesnego Iranu natknęli się na głodnego chłopca w łachmanach i w plecaku na plecach. Z plecaka wyskoczyła głowa misia, a kiedy żołnierze ją zobaczyli, postanowili odkupić malca za kilka puszek konserw, czekolady i szwajcarski nóż.

 

Miś wciąż był bardzo mały, a żołnierze karmili go z butelki skondensowanym mlekiem rozcieńczonym wodą. Nazywali niedźwiedzia Wojtek, czyli zdrobnienie od „Wojciech”, co oznacza „uśmiechnięty wojownik”. Miś spał na piersi jednego z żołnierzy, aby nie zamarznąć. Później stało się to nawykiem i pomimo tego, że za każdym razem, gdy budowano specjalne prycze z desek dla Wojtka, spał głównie w namiotach z innymi żołnierzami.

 

Wojtek szybko zbliżył się do żołnierzy i pomagał im w codziennych sprawach. Stał na straży, obserwował ciężarówki z kabiny kierowcy, a nawet nauczył się salutować do wyższych oficerów. Przyjął też złe nawyki. Wojtek uwielbiał piwo i spożywał duże ilości tego trunku. Według niektórych doniesień niedźwiedzia nauczono palić, chociaż raczej nie palił, ale żuł tytoń.

 

W wolnym czasie żołnierze urządzali komiczne walki z niedźwiedziem. Oczywiście Wojtek zawsze wygrywał, nawet jeśli były przeciwko niemu trzy lub cztery osoby. Co więcej, zawsze wiedział, kiedy przestać, aby nie skrzywdzić ludzi.

 

Żołnierze postrzegali Wojtka nie jako zwierzaka, ale jako towarzysza. Wkrótce niedźwiedź stał się maskotką swojej kompanii, a jego sława rozprzestrzeniła się daleko.

 

Nadszedł dzień, w którym armia Andersa, w której Wojtek spędził cały ten czas, otrzymała rozkaz wypłynięcia do Włoch, aby pokonać niemieckie fortyfikacje pod Monte Cassino i wyzwolić Rzym. Tylko żołnierze mogli dostać się na pokład wojskowego statku transportowego odpływającego z Egiptu, dlatego aby zabrać ze sobą Wojtka, został oficjalnie zaciągnięty do 22 kompanii polskiej armii. Otrzymał zaświadczenie wojskowe i zaczął dostawać żołd. Wprawdzie nie pieniądze, ale jedzenie.

 

Bitwa o Monte Cassino została zapamiętana przez wielu jako jedna z najbardziej krwawych. Niemieckie fortyfikacje znajdowały się na szczycie góry i trudno było się do nich zbliżyć, ponieważ niemieccy snajperzy strzelali ze wszystkich czterech stron. Polska artyleria ciągle potrzebowała nowej amunicji. Nadszedł najlepszy czas dla Wojtka. Jeden z żołnierzy, który ledwo stał na nogach ze zmęczenia, żartobliwie skinął głową, prosząc o pomoc w wyjęciu pudła z pociskami z ciężarówki. Niedźwiedź stał na tylnych łapach i wyjął pudło. Potem pojawiał się wielokrotnie, pomimo strzelanin i eksplozji wokół. Jeden z żołnierzy był pod takim wrażeniem tego widoku, że namalował niedźwiedzia niosącego pocisk. Rysunek stał się oficjalnym emblematem 22 kompanii, która do dziś umieszcza na wszystkich swoich pojazdach sylwetkę niedźwiedzia z pociskiem w łapach.

 

Po wojnie Wojtek trafił do Szkocji wraz z kilkoma innymi żołnierzami i udało się go umieścić w zoo w Edynburgu. Legendarny niedźwiedź był bardzo popularny wśród miejscowej ludności, a czasem nawet weterani Armii Andersa przychodzili do niego i podawali mu papierosy. W tych momentach niedźwiedź, który nie był już zbyt towarzyski i cierpiał na problemy z kończynami. Kapral Wojtek resztę życia spędził w ogrodzie zoologicznym, a na jego cześć wzniesiono kilka pomników - w Londynie, Ottawie i Edynburgu.

 




Dlaczego nie można zniszczyć komarów?

Nic dziwnego, że komary są uważane za najbardziej niebezpieczne stworzenia na naszej planecie. Przenoszą choroby i pasożyty, które rocznie zabijają co najmniej dwa miliony ludzi na całym świecie. Dlaczego więc jeszcze się ich nie pozbyliśmy? Nauka zna ponad trzy tysiące gatunków komarów należących do 38 rodzajów. Jednak większość z nich nie żywi się ludzką krwią, ale nektarem. Wyjątkowo żeńskie osobniki, tj. 6% wszystkich gatunków komarów pije ludzką krew, a tylko połowa z nich jest nosicielami pasożytów. Jednak wpływ tych kilku gatunków na ludzi jest naprawdę katastrofalny.

 

 

Komary mogą być nosicielami chorób niebezpiecznych dla zdrowia i życia ludzi. Przenoszą bakterie chorobotwórcze, wirusy i pasożyty. Zainfekowane komary mogą bezpiecznie transportować wirusy i pasożyty od osoby do osoby. Biorą udział w przenoszeniu różnego rodzaju chorób u ponad 700 milionów ludzi rocznie, głównie w Afryce, Ameryce Południowej, Ameryce Środkowej, Meksyku, Rosji i większości Azji, z milionami zgonów - co najmniej dwa miliony ludzi umiera z powodu tych chorób każdego roku, a wskaźnik zapadalności jest wielokrotnie wyższy niż oficjalnie zarejestrowany. Czy nie jest łatwiej wyłapywać i niszczyć wszystkie gatunki komarów, które przenoszą śmiertelne choroby? Okazuje się, że nie.

 

Faktem jest, że zniszczenie komarów spowoduje ogromny negatywny efekt w przyrodzie. Komary żywiące się nektarem kwiatowym odgrywają ważną rolę w zapylaniu, są pokarmem dla ptaków i nietoperzy, a ich larwami żywią się ryby i żaby. Problem polega także na tym, że nisza zajmowana przez komary nieuchronnie zostanie zajęta przez inne owady, nie mniej niebezpieczne dla zdrowia ludzkiego. Co więcej, to komary powodują, że lasy tropikalne nie nadają się do życia dla ludzi, co chroni je przed zniszczeniem. Tak czy inaczej, całkowite zniszczenie komarów jest zadaniem prawie niemożliwym, a co najważniejsze bez znaczenia.