Czerwiec 2019

Kąpiel w morzu zwiększa podatność na infekcje

Amerykańscy naukowcy odkryli, że zanurzenie w wodzie morskiej radykalnie zmienia skład mikrobiomu skóry. Efekt utrzymuje się do jednego dnia i może poważnie osłabić układ odpornościowy.

 

 

Współczesne badania kwestionują korzyści płynące z kąpieli morskich. Zgodnie z ich wynikami, przebywanie w wodzie morskiej, nawet jeśli ta nie jest zanieczyszczona przez ludzi, zmienia skład mikrobiomu skóry. Zwiększa to podatność na różne infekcje od chorób żołądkowo-jelitowych po choroby układu oddechowego i ucha.

 

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine przyjrzeli się mechanizmowi tego zjawiska. Według Science Daily członkowie zespołu wybrali dziewięciu ochotników, którzy nie używali kremu z filtrem przeciwsłonecznym, nie przyjmowali antybiotyków przez ostatnie sześć miesięcy i nie pływali w oceanie przez 12 godzin lub rzadko to robili. Od uczestników eksperymentu kilkakrotnie pobrano próbki mikrobiomu skóry. Po raz pierwszy wzięto je przed zanurzeniem w wodzie, a następnie po 10 minutach, 6 godzinach i 24 godzinach po kąpieli.

 

Przed zanurzeniem się w oceanie wszyscy ludzie mieli różne populacje mikroorganizmów skórnych. Jednak kąpiel radykalnie je zmieniła i sprawiła, że wyglądały podobnie. Na przykład u każdego uczestnika znaleziono bakterie z rodzaju Vibrio. Chociaż czynnik sprawczy cholery należy do tego rodzaju, większość jego członków nie jest niebezpieczna dla ludzi. Naukowcy obawiają się jednak, że bakterie te mają powinowactwo do ludzkiej skóry i utrzymują się przez kilka godzin.

 

Mikrobiomy skóry uczestników zaczęły wracać do pierwotnego stanu zaledwie sześć godzin po kąpieli. Jednak u niektórych ochotników bakterie oceaniczne pozostawały na skórze nawet po jednym dniu.

 

Naukowcy podkreślają, że mikrobiom skóry odgrywa ważną rolę w ochronie organizmu przed infekcjami. Kiedy „rodzime” bakterie są zmywane słoną wodą, a ich miejsce jest czasowo zajmowane przez najeźdźców z oceanu, zdolność organizmu do przeciwstawiania się patogennym bakteriom zmniejsza się.

 




Kardiolodzy odkryli nowy objaw zaburzeń serca

Wysoki poziom wapnia w tętnicach wieńcowych jest oznaką zaburzeń strukturalnych serca, które mogą prowadzić do niewydolności serca, podało American Heart Association.

 

 

Według naukowców płytki wapniowe w naczyniach zawierają także tłuszcz i cholesterol, a nagromadzenie takich złogów może powodować miażdżycę i choroby układu sercowo-naczyniowego.

 

Naukowcy przeprowadzili badanie, w którym wzięło udział prawie 2,5 tys. ochotników. Za pomocą tomografii komputerowej ustalono wskaźnik wieńcowy u pacjentów, a po 15 i 25 latach ponownie go zmierzono.

 

Podczas eksperymentu zauważono, że wzrostowi wskaźnika wapniowego towarzyszy wzrost ciśnienia i poziomu cholesterolu. Ponadto wzrost poziomu wapnia był związany z obecnością cukrzycy. Tak więc monitorowanie zmian w indeksie wapniowym wieńcowym może ostrzegać o rozwoju nieprawidłowości strukturalnych.

 

„Wyniki te jeszcze bardziej podkreślają znaczenie ostrzegania i korygowania czynników ryzyka we wczesnej fazie dorosłości” - powiedział Salim Virani, rzecznik American Heart Association.

 




Uwaga na orzechy brazylijskie. Mogą być radioaktywne!

Orzechy brazylijskie można znaleźć na półkach sklepowych i wiele osób lubi je wykorzystywać do przygotowywania pysznych potraw i deserów, lub podjadać je ukradkiem. Jednak wiele osób nie wie, że orzechy brazylijskie mogą być radioaktywne.

 

 

Orzechy brazylijskie są używane jako dodatek do przygotowywania ciast czekoladowych, deserów i innych potraw. Odkryto w nich jednak ślady radioaktywności. Niedawno lekarze przekonali się, jak niebezpieczne mogą być orzechy.

 

Jak niebezpieczne jest promieniowanie w orzechach brazylijskich? Orzesznica jest jednym z największych drzew w dżungli amazońskiej, a jej korzenie tworzą rozległe sieci. W naturze orzechy brazylijskie same w sobie nie są radioaktywne, ale promieniowanie jest pochłaniane przez korzenie i przekazywane do zdrewniałej owocni. Dlatego im więcej radioaktywnych osadów w glebie, tym bardziej radioaktywny będzie orzech.

 

Korzenie pochłaniają czasami niektóre naturalnie występujące materiały promieniotwórcze z gleby, gdzie zbierają składniki odżywcze. Ten materiał podawany jest dalej, ale wcale nie śmiertelny. Nawet jeśli ludzie jedliby te orzechy codziennie, nie odczuliby szkodliwych skutków.

 

Zdaniem ekspertów jedzenie dużej ilości orzechów zapewni dawkę radioaktywną porównywalną z dawką promieniowania rentgenowskiego. Promieniowanie w orzechach brazylijskich może być szkodliwe, ale jego poziom jest bardzo niski. 100 gramów orzecha włoskiego zawiera tyle promieniowania, ile jedna osoba otrzymuje podczas prześwietlenia klatki piersiowej.

 

„Potrzeba 25 tys. orzechów brazylijskich, aby odczuć wpływ promieniowania na zdrowie. Największa ekspozycja na promieniowanie rentgenowskie wynosi 1,5 milisiwertów (mSv), a dawka śmiertelna dla raka radiacyjnego wynosi łącznie 1000 mSv i może również powodować chorobę popromienną, nudności, wymioty i krwawienie, ale nie śmierć”.

 

Pojedyncza dawka 5000 mSv wystarczyłaby do zabicia ludzi, znajdujących się w pobliżu, w ciągu jednego miesiąca. Według World Nuclear Association, wpływ 350 mSv stał się kryterium przesiedlenia ludzi po awarii w Czarnobylu w 1986 roku.

 




Kanadyjczycy po raz pierwszy w historii powstrzymali nielegalny import pijawek na dużą skalę

Władze w Kanadzie ukarały człowieka wysoką karą za przemyt do kraju prawie 5 tys. żywych pijawek w bagażu podręcznym.

 

 

Według wiadomości CBC, Ippolit Bodounov został złapany na lotnisku Pearson International w Toronto, kiedy próbował przemycić 4788 dzikich żywych pijawek do Kanady w dużej torbie na zakupy wielokrotnego użytku. Według Environment and Climate Change Kanada (ECCC) przemytnik przyleciał z Rosji.

 

Gerry Brunet, kierownik operacyjny dyrekcji ECCC ds. Ochrony przyrody, wyjaśnił, że przemytnik pijawek został zatrzymany po wykryciu pijawek przez psy tropiące, które pracują w szeregach straży granicznej.

 

Pijawki były przetrzymywane w dziesięciu workach z wodą. Pakunki były zakryte szmatą  i przetrzymywano je w większej torbie na zakupy. ECCC jest bardziej regularnie zaangażowane w zatrzymywanie przemycanych zwierząt, tj. żółwie i węże. Jest to pierwszy taki incydent z udziałem pijawek w historii kontrabandy.

 

Większość pijawek wysłano do Royal Ontario Museum w Toronto, gdzie zidentyfikowano je jako „hirudo verbana”, czyli gatunek zagrożony wyginięciem. Oddzielna partia pijawek, 240 sztuk, została wysłana do Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku, gdzie sekwencjonowanie DNA ich zawartości w żołądku wykazało, że zostały złapane na wolności.

 

Sebastian Kvist, kurator zoologii bezkręgowców w muzeum w Toronto, wyjaśnił, że pijawki były używane w medycynie europejskiej od średniowiecza. Kvist dodał, że dzisiaj jedynymi udowodnionymi korzyściami zdrowotnymi, wynikającymi z obcowania z tymi stworzeniami,  jest stymulowanie przepływu krwi, a w niektórych przypadkach eliminacja ryzyka udarów. Według Kvista pijawki lecznicze mogą kosztować od 8 do 20 dolarów za sztukę w dolarach kanadyjskich (od 6 do 14 dolarów w USA).

 

Praktycy medycyny alternatywnej twierdzą również, że zwierzęta mogą leczyć stany tak różne, jak zapalenie stawów i łysienie typu męskiego. Nie ma jednak dowodów na to, że bezkręgowce ssące krew mogą leczyć te schorzenia.

 




Mały wieloryb podpłynął do turysty w lagunie San Ignacio

Christian Miller wybrał się na wyprawę do laguny San Ignacio w Meksyku, kiedy spotkał się z wielorybami. Morski ssak podpłynął do jego łodzi.

 

 

Mężczyzna rozglądał się za zwierzętami. Nagle z wody wyłonił się wieloryb, który spojrzał uważnie na Christiana i podpłynął do jego łajby. Mały wieloryb pozwolił nie tylko na podziwianie go, ale także udało się go dotknąć. Matka młodego nie ingerowała w komunikację i spokojnie krążyła w pobliżu.

 

Pływacze szare co roku pojawiają się w San Ignacio od stycznia do kwietnia. W ciepłych wodach laguny wychowują swoje potomstwo. Wieloryby oczekują, że dzieci staną się silniejsze z dala od rekinów i zimnych prądów. Potem powracają do oceanu.

 




U wybrzeży Chorwacji dwa razy w krótkim czasie napotkano rekina mako

Niemiecki turysta żeglujący z rodziną w pobliżu Makarskiej miał szczęście spotkać dużego rekina Mako, pływającego w poszukiwaniu pożywienia.

 

 

Rekiny te występują w chorwackim Adriatyku, ale mają tendencję do pozostawania z dala od ludzi i życia w spokoju, przy czym większość czasu spędzają na poszukiwaniu pożywienia. Trudno je sfotografować z bliska.

 

Rekin na nagraniach niemieckich turystów to rekin Mako - duży przedstawiciel tego gatunku. Rekiny Mako zwykle jedzą ryby, takie jak tuńczyk, makrela i miecznik, ale nie pogardzą żółwiami morskimi, a nawet ptakami, jeśli mają szansę je dopaść. Rekiny Mako są bardzo szybkimi pływakami i mogą stanowić zagrożenie dla ludzi, ale ich interakcja z nami i ich pragnienie ataków na człowieka są minimalne.

 

Portal Morski 11 czerwca 2019 r., zaledwie dwa dni po tym, jak Mako „pozował” do kamery niemieckiego turysty w pobliżu Makarskiej, opublikował zdjęcia rekina, który pojawił się w kanale Korčula. Sfilmował go Toni Kačić, przewodzący grupie turystów. Wideo opublikował portal Podvodni.hr, którego ekspert Pero Ugarković potwierdził dwa dni temu, że rekin na filmie jest zdecydowanie rekinem Mako (Isurus oxyrinchus), a nie jakimś innym gatunkiem.

 

„Po raz kolejny chcielibyśmy podkreślić fakt, że nie ma powodu do paniki” - pisze Podvodni.hr.

 




Odkryto roślinę, która żywi się salamandrami

Naukowcy z Ontario zidentyfikowali rodzaj dzbanecznika, który żywi się małymi salamandrami. Odkrycie to, dokonane na terenach podmokłych w Algonquin Park w Ontario, zostało opisane przez biologów na Uniwersytecie w Guelph jako „nieoczekiwane i fascynujące”.

 

 

W Kanadzie występują drapieżne rośliny, które żywią się pająkami i owadami, spadającymi na ich śmiercionośne liście w kształcie dzbana. Po raz pierwszy zidentyfikowano jednak rośliny, które konsumują płazy.

 

Jesienią 2018 r. naukowcy monitorowali rośliny wokół jednego stawu w parku i stwierdzili, że co piąta z nich zawierała co najmniej jedną młodą salamandrę. To szaleństwo żywienia botanicznego zbiegło się z przyjściem na świat młodych salamander. Okazało się, że rośliny trawią zwierzęta w dziewiętnaście dni.

 




Amerykanka zabiła rzadką żyrafę, a z jej skóry wykonała skrzynkę na broń i amunicję

Amerykanka, która uwielbia polować, wywołała ogólne oburzenie na całym świecie po tym, jak zabiła rzadką żyrafę. Kobieta zjadła zwierzę, a wyprawioną skórę wykorzystała do zrobienia skrzynki na broń. 38 - letnia Tess Thompson Talley pojawiła się w CBS, aby bronić swoich działań wobec krytyki.

 

 

Talley powiedziała: „Zwierzęta są tutaj dla nas, a my je zabijamy i zjadamy”.

 

Kiedy zapytano ją o zabicie czarnej żyrafy podczas podróży do Afryki Południowej, roześmiała się i powiedziała: „To było urocze”.

 

Następnie Tally pokazał skrzynkę z bronią, którą wykonała ze skóry martwej żyrafy.

 

Powiedziała: „to część czarnej żyrafy, którą zastrzeliłam. To jest coś, co mogłam zabrać ze sobą z polowania. Mam też zrobione z tej skóry poduszki i wszyscy w mojej rodzinie je uwielbiają”.

 

Talley uczestniczyła również w ożywionej debacie studyjnej z grupą panelistów, w tym Gail King.

 

Amerykanka chciała udowodnić, że jej wyprawy myśliwskie rzeczywiście pomagają światu zwierzęcemu i w ogóle mu nie szkodzą. Powiedziała, że „chronimy... zarządzamy stadami, mamy kontrolę nad dzikimi zwierzętami”.

 




Rój biedronek pokrył Kalifornię

Stan Los Angeles przetrwał wtorkową inwazję biedronek, jak podaje Los Angeles Times, powołując się na National Meteorological Service (NWS). Jak donosił meteorolog NWS z San Diego Joe Dandrea, radar w hrabstwie San Diego zarejestrował zgromadzenie biedronek na niebie o powierzchni 80 mil (49,7 km).

 


 
Najbardziej skoncentrowana grupa biedronek miała 10 mil (6,2 km) szerokości. Owady latały na wysokości od pięciu do dziewięciu tysięcy stóp (1,5-3 kilometra). Zgodnie z publikacją odnoszącą się do programu zintegrowanej kontroli szkodników na Uniwersytecie Kalifornijskim żyje około 200 rodzajów biedronek. W tej chwili nie wiadomo, jakie gatunki wywołały to zjawisko.

 




W Zatoce Fińskiej masowo giną foki

W ciągu ostatnich dwóch tygodni na brzegach Zatoki Fińskiej znaleziono 24 martwe foki - powiedziała portalowi RG Elena Andriewskaja, szefowa Bałtyckiego Funduszu Przyjaciół Fok. Większość tych morskich ssaków znajduje się w rejonie Siestroriecka koło Sankt Petersburga.

 

 

Według Andriewskiej foki co roku giną na Zatoce Fińskiej z różnych powodów, ale zwykle rozkłada się to na cały sezon. Dlatego obecna sytuacja budzi obawy przyrodników.

 

Andriewskaja mówi, że Fundusz nie ma możliwości przeprowadzenia sekcji zwłok, a organy regulacyjne nie zawsze mają czas na zainicjowanie inspekcji. Dlatego do osób publicznych nie docierają opinie ekspertów na temat śmierci fok.

 

Według szacunków zoologów, przyczyną może być początek połowów komercyjnych. Niektóre firmy używają sieci, które ranią duże zwierzęta. W związku z tym działacze fundacji uważają, że foki wplątują się w sieci i doznają śmiertelnych obrażeń.