Grudzień 2017

Jeśli twój koci przyjaciel mruczy, to nie musi oznaczać, że jest twoim kumplem

Kiedy kot mruczy, możesz myśleć, że jest to prosty gest, jak ludzki uśmiech lub machanie ogonem u psa z radości. Okazuje się, że tak wcale nie jest. Sytuacje związane z mruczeniem są dużo bardziej skomplikowane. Według dietetyków Purina, koty mruczą, gdy są zmartwione lub się czegoś boją.

 



Dowody wskazują, że mruczenie to nie tylko metoda komunikacji, ale mechanizm obronny i sposób na zachowanie spokoju w stresujących lub bolesnych sytuacjach, na przykład podczas wizyty u weterynarza lub porodu. Kocięta rodzą się ślepe i głuche, więc potrzebują wibracji pochodzących od mruczenia, aby komunikować się z matką i współtowarzyszami z miotu. Niska częstotliwość mruczenia kota powoduje serię wibracji w ciele zwierzęcia.



Okazuje się, że mruczenie jest bardzo przydatne dla ludzi. U właścicieli kotów występuje niższe ryzyko zawału serca i to aż o co najmniej 40%. Po interakcji z mruczącymi kotami obniża się ciśnienie krwi. Jak koty mruczą? Badania wykazały, że mięśnie wprawiają w ruch struny głosowe, a podczas wdechu i wydechu powietrze w nie uderza, co wywołuje specyficzny dźwięk.



Niedawno naukowcy zidentyfikowali nowy rodzaj mruczenia zwany „błaganiem w przymusie", które zmienia normalne mruczenie w bardziej naglący „płaczliwy" dźwięk, poprzez który stworzenie domaga się pomocy. A co z miauczeniem? Pomijając mruczenie, w słowniku kotów jest mowa o szesnastu odgłosach, w tym miaukach, sykach, wrzaskach, którymi manifestowana jest agresja.



Koty wydają bardziej typowe dźwięki miaucząc poprzez otwieranie i zamykanie pyszczka, a te dźwięki mogą być przyjazne lub związane z jakimiś roszczeniami. Dorosłe koty miauczą do ludzi, a nie do siebie nawzajem. Oznacza to, że próbują nam coś powiedzieć lub zakomunikować. Jest nadzieja, zdaniem Gary Weitzmana – autora książki How to Speak Cat, że kocia mowa zostanie rozszyfrowana w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

 

 

 




W rosyjskim Kraju Zabajkalskim zatrzymano kłusownika za próbę sprzedania w Chinach 800 kg niedźwiadkowych łap

Oprócz łap niedźwiedzia zatrzymany Rosjanin zamierzał również spieniężyć w Chinach ponad 30 głów łosi.

 



Funkcjonariusze organów ścigania zatrzymali mieszkańca Kraju Zabajkalskiego za próbę sprzedania Chińczykom ponad 450 łap niedźwiedzi i około 37 głów łosi. O akcji poinformowały rosyjskie służby prasowe regionalnej FSB.


Zatrzymany nie posiadał dokumentów potwierdzających legalny sposób pozyskania towaru. Według wstępnych danych, kłusownik planował przerzucić do Chin 800 kilogramów fragmentów dzikich zwierząt.


Jest to największy nielegalny przerzut partii tego typu przedmiotów w ciągu ostatnich stu lat w tym regionie świata. Przestępca, aby pozyskać tyle materiału, musiał zabić co najmniej 150 zwierząt.

 

 




W USA samica wieloryba garbatego wyskoczyła na brzeg

Według naukowców zaangażowanych w badania nad wielorybami na wyspie Long Island, zwierzę mogło umrzeć z powodu infekcji.

 




Na plaży Atlantic Beach na Long Island naoczni świadkowie odnaleźli ciało samicy humbaka. Według New York Post, wieloryb pojawił się na brzegu około ósmej rano 26 grudnia br.


Zwierzę jest jeszcze dość młode i nie ma śladów gwałtownej śmierci. Jedną z przyczyn zgonu może być infekcja. Jednak dokładną przyczynę będzie można ustalić dopiero po autopsji.


Pracownicy Towarzystwa Ochrony Środowiska Morskiego Atlantyku poinformowali również, że wcześniej znaleziono w pobliżu tego miejsca martwego delfina. Przyczyny jego śmierci również nie są znane.
 




W Londynie lis „zafundował sobie” wycieczkę autobusem

W Londynie lisy wszedł do dwupiętrowego autobusu wycieczkowego i zaskoczył pasażerów, podaje BBC. Prawdopodobnie zwierzę wślizgnęło się do pojazdu, gdy ten stal zaparkowany w zajezdni.

 



„Pasażer na gapę” przysiadł w siedzeniu na górnym pokładzie i pojechał na Park Lane w centrum Londynu. Wtedy dopiero został zauważony przez ludzi. „Nikt nie mówi, że lis nie ma prawa do podróży, ale personel był zaniepokojony bezpieczeństwem ludzi i dobrostanem zwierzęcia” - powiedziała Jill Sanders, pracownik Royal Animal Protection Community. W konsekwencji pasażerów wyproszono z autobusu, a lis został złapany i wypuszczony na wolność w lesie.



Warto dodać, że spośród około 400 tys. brytyjskich lisów prawie połowa mieszka w miastach od pokoleń. W samym Londynie żyje ich około 18 sztuk na kilometr kwadratowy. Około 47% całego terytorium Londynu to parki i ogrody w pobliżu domostw. 60% terytorium miasta jest uważane za „otwartą przestrzeń". Lisy nie atakują ludzi. Wyjadają resztki jedzenia z koszy na śmieci, a także polują na myszy i inne gryzonie.

 

 




Pod Kijowem mężczyzna walczył ze świnią na dachu ciężarówki

Jak dokładnie świnia dostała się na dach samochodu? Niewiadomo. Nie jest także znany stan zwierzęcia po upadku z tak dużej wysokości.

 



W rejonie Kijowa zaobserwowano człowieka, który siłował się ze świnią na dachu ciężarówki. Sprawę nagłośnił portal dtp.kiev.ua, a film, dokumentujący incydent, opublikowano na Facebooku. Na nagraniu widać, że Ukrainiec trzyma zwierzę za ogon, ale tej udaje się wyrwać i zeskoczyć z dachu pojazdu. Okoliczności zdarzenia nie są znane.


„Świnia wyrwała się, zeskoczyła z dachu i uciekła" – podano w krótkiej wiadomości.
 




Na świat przyszedł kociak z dwoma nosami i trzema oczami

We wschodniej prowincji RPA urodził się kotek z dwoma nosami, dwoma pyszczkami i trzema oczami, pisze Metro. Kotek o wdzięcznym imieniu Betti Bee prawie nie mógł pobierać pokarmu z powodu nieprawidłowości genetycznej. Weterynarze ostrzegali, że z wiekiem stan zwierzęcia będzie się pogarszał i zalecili go uśpić.

 



Właściciele zdecydowali, że Betti Bee pozostanie przy życiu i przekazali stworzenie do schroniska dla zwierząt. Tam mutant doszedł do siebie. W dwunastym roku życia osiągnął 227 gramów wagi i otworzył dwa normalne oczy.



Anomalie genetyczne, które doprowadziły do pojawienia się nadmiaru nosa, pyszczka i oczu, nazywa się diprozopią. Związane jest to z nieprawidłową aktywnością genu, który determinuje szerokość głowy. W większości przypadków zwierzęta cierpiące na diprozopię giną wkrótce po urodzeniu. 01 grudnia br. donoszono, że w Chinach urodził się mutant świni z dwoma ryjami i czterema dodatkowymi nogami. Specjaliści wyjaśnili odchylenie przez fakt, że dwa bliźnięta zrosły się razem w łonie lochy.

 

 




Co się stanie, jeśli połaskoczesz goryla?

Goryl o imieniu Luling został zabrany handlarzom żywym towarem. W sieci zyskuje ogromną popularność nagranie, na którym widać, jak człowiek łaskocze zwierzę.




Luling przebywała w środowiskowym centrum Grace od ósmego miesiąca życia, kiedy jej matka została zabita przez kłusowników. Uważa się, że w lasach Konga żyje obecnie tylko około pięciu tysięcy naczelnych. Luling została zabrana handlarzom żywym towarem w Parku Narodowym Virunga, pisze Today. Film został opublikowany na YouTube i przez kilka dni zebrał ponad milion wyświetleń, 15 tys. „polubień" i kilkaset komentarzy. „Jest taki jak zwykły człowiek. To niesamowite!” – piszą ludzie pod filmem.

 

 




Naukowcy znaleźli grzyba, który jest w stanie zjeść mózg ofiary

Amerykańscy naukowcy z University of California odkryli pasożytniczy grzyb, który dosłownie podporządkowuje sobie ofiarę, zjadając jej mózg.

 


Entomophthora muscae (to nazwa grzyba) w zasadzie poluje na muchy. Penetrując organizm owada, pasożyt jest spożywany powoli przez mózg w ciągu pierwszych dwóch dni, a po 96 godzinach komórki grzyba rozprzestrzeniają się na wszystkie tkanki.



Mucha, której mózg został zjedzony, staje się grzybem. Pasożyt sprawia, że owad szuka najlepszej „miejscówki” na własną śmierć, czyli miejsca, w którym grzyb mógł bezpiecznie się rozwijać. Mucha, znajdująca odpowiednie miejsce, umiera w nietypowej pozie z podniesionymi skrzydłami. Naukowcy odkryli, że taki układ ofiary jest niezbędny do dalszego życia pasożyta.




Mewa ukradła kamerę i wykonała z nią długi lot

Mieszkaniec Norwegii znalazł aparat GoPro, który ukradkiem ukradła mu mewa pięć miesięcy temu. Mężczyzna próbował filmować ptaki z bliskiej odległości. W aparacie zachował się jednak zapis, dokumentujący porwanie, pisze UPI.

 



Kjell Robertsen porozkładał kawałki chleba na poręczy werandy w swoim wiejskim domu, aby przyciągnąć mewy i filmować je aparatem, umieszczonym w centrum rozsypanych okruszków. Jeden z ptaków, ciesząc się smakołykami, chwycił sprzęt w dziób i odleciał wraz z nim w nieznane.



Urządzenie zostało jednak odnalezione kilkaset metrów od domu Norwega po pięciu miesiącach. Na karcie pamięci zachowały się urocze, malownicze ujęcia z lotu ptaka nad domami i drzewami. Nagranie kończy się, gdy urządzenie spada na ziemię, a mewa zaczyna ją dziobać.

 

 




Czelabińska hybryda niedźwiedzia i psa

Światowi dziennikarze, naukowcy, kryptozoolodzy i po prostu ludzie, którzy interesują się przyrodą, byli zdumieni, gdy dowiedzieli się o tajemniczym zwierzęciu znalezionym niedawno w Czelabińsku. Niesamowita bestia ma trochę z niedźwiedzia i trochę z psa. Pracownicy zachodnich mediów, szybko nagłośnili sprawę, wierząc, że jest to prawdziwa hybryda niedźwiedzi i psów. Rosyjscy eksperci twierdzą, że jest to najprawdopodobniej niezwykłe zwierzę z rodziny psów, choć nie są do końca o tym przekonani. Ustalono na razie na pewno, że jest to młody, najprawdopodobniej czteroletni samiec.

 


Niedźwiedzio pies, jak go nazwali użytkownicy portali społecznościowych, został odkryty w stolicy południowego Uralu w ostatni poniedziałek 11 grudnia br. Skąd przybył, nikt nie wie. „Jakby spadł z księżyca” - mówią ludzie. U tych samych ludziach narodziła się nawet fantastyczna wersja, że tajemnicze zwierzę przyszło do nas z równoległego świata.



Okazuje się, że bestia nie jest agresywna i bardzo przestraszona. Wygląda na to, że znalazła się w obcym świecie i w dziwnej sytuacji, której nie potrafi zrozumieć. Najpierw umieszczono ją w oddziale kliniki weterynaryjnej. Czelabińscy obrońcy natury natychmiast zwrócili uwagę na nietypowy wygląd zwierzęcia i zabrali je do siebie. Swojemu nowemu podopiecznemu nadali przydomek Potapycz.



Tajemniczy samiec coraz mniej boi się ludzi i już wychodzi poza swoje ogrodzenie. Pracownicy przytułku mają nadzieją, że w niedługim czasie pojawią się hodowcy, którzy przygarną uroczą „chimerę” i zapewnią jej szczęśliwe życie. Zwierzę jest całkiem miłe i łagodne. Na pewno zasługuje na życie w przyjaznym otoczeniu wśród dobrych opiekunów.