Grudzień 2016

Po raz pierwszy od wielu lat sfotografowano oceloty w ich naturalnym środowisku

Biolodzy ze Służby Ochrony Zasobów Rybnych i Dzikiej Przyrody znaleźli pierwszy raz od 20 lat w rezerwacie w Teksasie rodzinę ocelotów – zwierzęta zakwalifikowane przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody, jako zagrożone wyginięciem, podaje National Geographic.

 



Oceloty to gatunek dzikich kotów, noszący do niedawna status zwierząt zagrożonych całkowitym wyginięciem. Młode wyśledzono za pomocą kamer i nawigacji GPS. Cztery kociaki i matkę znaleziono w rezerwacie w Teksasie. Potem namierzono tam kolejne trzy samice z małymi. Szacuje się, że na terenie stanu żyje około stu osobników tego gatunku.



Wcześniej oceloty pojawiły się w obszarze między Arkansas i Louisianą, ale obecnie ich siedliska są zajmowane przez ludzi. Zwinne koty musiały się przemieścić, przechodząc przez bardzo ruchliwą drogę, gdzie groziły im kolizje z pędzącymi pojazdami.

Źródło: http://news.nationalgeographic.com/2016/12/ocelot-kittens-den-found-texas-conservation-cats-animals-science/




Wrona ukradła paszport Estończykowi na granicy z Rosją

Wrona siwa chwyciła i zabrała paszport obywatela estońskiego w momencie rejestracji w punkcie kontrolnym na granicy rosyjsko-estońskiej w regionie leningradzkim, donosi RIA Novosti.




„Na granicy prowadzono zwykłą procedurę celną odprawy pojazdów. Estończyk wyciągnął paszport przez uchylone okno w samochodzie, kiedy nagle nadleciała wrona. Bezceremonialnie chwyciła dokument i odfrunęła w nieznane. Wszystko stało się tak szybko, że nikt nie był w stanie zareagować” - powiedział przedstawiciel Północno-Zachodniej Administracji Celnej.


Poinformowano, że incydent miał miejsce w wielostanowiskowym checkpoint’cie samochodowym. Złapanie ptaka nie było możliwe. Poszkodowany człowiek otrzymał adres konsulatu, aby mógł odtworzyć utracony paszport. Kilka dni później dokument został znaleziony obok przejścia dla pieszych, ale jedna ze stron była wyrwana, a inne poszarpane.




Pies-żarłok zjadł całego świątecznego indyka i nie mógł się ruszać

W Wigilię pies o imieniu Bubba potajemnie wkradł się do kuchni i zjadł całego indyka przeznaczonego na święto Bożego Narodzenia dla całej rodziny, donosi Boredpanda. Gospodarze zmartwili się, kiedy zobaczyli Bubbę wyczerpanego, leżącego na podłodze z rozdętym brzuchem. Żołądek psa był tak duży, że ten nie mógł nawet wstać.




Jak się okazało, zwierzę zostawiło mały kawałek indyka, ale nawet dla jednej osoby to było zbyt mało. Zabawną historią na Twitterze podzieliła się rodzina Baretto, publikując zdjęcia psa.


Barrettowie mieli szczęście, ponieważ krewni, którzy przyszli w odwiedziny, przynieśli ze sobą kolejnego indyka, aby ukrasić wigilijny stół. Smutny, prawie konający z przejedzenia pies, zyskał za to wielką popularność.




Naukowcy: pingwiny wolą jeść meduzy z dużymi gonadami

Japońscy naukowcy z Narodowego Instytutu Badań Polarnych obserwuje życie pingwinów Adeli. Używają do tego celu m.in. kamer, które są zamontowane na niektórych osobnikach. W wyniku tych badań okazało się, że pingwiny wolą polować na meduzy z dużymi gonadami, donosi Independent.



Niewielkie urządzenia, w które wyposażono ptaki, ważą nie więcej niż 22 gramy. Eksperyment przeprowadzono w Antarktyce, przy wsparciu World Wildlife Fund. Naukowcy twierdzą, że pingwiny nieświadomie w pierwszej kolejności zjadają meduzy z gonadami dużych rozmiarów, ponieważ okazuje się, że zawierają one duże ilości białka.



Specjaliści są nieco zaskoczeni, bo zwykle dieta pingwinów składała się z małych skorupiaków morskich i chociaż skorupiaków było wiele w obrębach ich występowania, ptaki nie zwracały na nie uwagi, decydując się na meduzy.



Badacze nie potrafią wyjaśnić zmian w diecie pingwinów. Być może chętniej delektują się one teraz meduzami pod wpływem zmian klimatycznych.
 




Na Wyspach Owczych owce robią zdjęcia dla Google Street View

Masz dość oczekiwania na panoramiczny widok Google Street View z Wysp Owczych? Mieszkańcy postanowili przyjść w sukurs nowym technologiom i ogłosili realizację projektu Sheep View 360. Polega on na tym, że kamery instalowane są na grzbietach owiec.

 

 


Grupę wysp, której nazwę tłumaczy się jako Owcze, zamieszkuje 80 tys. owiec, a na archipelagu, znajdującym się między Islandią a Norwegią, żyje około 50 tys. ludzi.



Wyspy Owcze formalnie należą do Danii, ale cieszą się szeroką autonomią. Ich łączna powierzchnia jest porównywalna do wielkości Petersburga. Obszar nie jest częścią Unii Europejskiej i strefy Schengen. Obywatele narzekają czasem, że są oderwani od interesów wielkiego świata.



Aby zachęcić wymagające Google do działania, Durit Dahl Andreassen wykonała niezwykły ruch – kobieta postanowiła wykorzystać pół – dzikie parzystokopytne, montując im kamery na grzbietach w celu robienia zdjęć i filmów w trudno dostępnych miejscach.

 



„To był szalony pomysł, ale pomyślałam, że to może zadziałać, zdając sobie sprawę, jak mali i zarazem, jak wielce jesteśmy dla Google. To jest właściwy początek działania”.



Świat oczami baranka jest bardzo interesujący i możliwy do podziwiania dzięki inicjatywie niesamowitej dziewczyny. Od jakiegoś czasu regularnie aktualizuje ona bloga, prowadzonego przy pomocy pięciu krętorogich mieszkańców Wysp Owczych, na stronie swojego pracodawcy.



Andreassen ma nadzieję, że zwierzęta będą wykonywać piękne zdjęcia, które przyciągną wielu nowych użytkowników i ubogacą zasoby Google Street View.

 



„Drżymy ze wstydu, bo owce jeszcze dla nas nie pracowały. Szukaliśmy odpowiednich pojazdów, aby robić fotografie na Wyspach Owczych za pomocą aparatu 360 stopni w najbardziej niedostępnych miejscach i nie sądziliśmy, że wyręczą nas zwierzęta, ale to może być jakieś wyjście z sytuacji” – powiedział przedstawiciel departamentu Public Relations Google.



W ciągu pierwszego miesiąca nagrywania Andreassen i jej zwolennicy musieli zmierzyć się z faktem, że owce gubiły lub uszkadzały urządzenia. Teraz sytuacja się poprawiła, a inicjatywę dziewczyny gorąco wspierają jej rodacy z Wysp Owczych.
 




Naoczni świadkowie obserwowali dziwną anomalię przed katastrofą Tu-154

W przeddzień katastrofy samolotu rosyjskiego ministerstwa obrony w dniu 25 grudnia br. obserwowano anomalia nad Morzem Czarnym. Według świadków, w okolicach Soczi krążyły tysiące ptaków.

 

 



Ogromne stada ptaków w jednym miejscu od czasów starożytnych powodują u ludzi niepokój i wywołują złe przeczucia. Wielu, podobnie jak starożytni Rzymianie, uznaje je za mistyczny znak, ostrzeżenie lub złą wieść. Współcześnie niektórzy nie wierzą w mistycyzm, ale anomalia przed katastrofą TU-154 wydają się być co najmniej dziwne.


 
Mieszkańcy Soczi obserwowali dziwne zachowanie ptaków w przeddzień katastrofy. Niezwykła wzory na niebie przykuwały uwagę mieszkańców.



„Stoję tu codziennie przez wiele godzin. Chore nogi nie noszą mnie daleko, więc zwykle obserwuje morze w tych samych punktach. W przeddzień tragedii zauważyłem dziwny układ na niebie, który stworzyły ptaki. Ludzie mówią, że w ciemnościach ogromne stado krążyło nad miejscem, gdzie rzekomo spadła maszyna” – cytuje wypowiedź jednego z emerytów Moskiewski Komsomolec.



Mieszkańcy Soczi potwierdzają, że nad miejscem tragedii krążyło tysiące morskich ptaków.



„Ja czegoś takiego nie widziałem, jak żyję” – kontynuuje swoją wypowiedź emeryt. „Kiedy rano dowiedziałem się o tragedii pierwszą moją myślą było to, że ptaki mają jakieś poczucie winy. Na drugi dzień stałem w tym samym miejscu i myślałem o tym”.



Przypomnijmy, że Rosjanie rozważają cztery wersje przyczyn katastrofy. Najbardziej prawdopodobna, to awaria samolotu lub błąd pilota. Mówi się też o paliwie niskiej jakości lub dostaniu się do silników niepożądanych obiektów, np. w postaci ptaków.
 




W Indiach policja aresztowała przemytników jadu węży

Indyjska policja aresztowała dwóch podejrzanych o przemyt jadu węży w regionie Maharashtra w centralnej części kraju, podaje BBC.

 

 


W szczególności funkcjonariusze organów ścigania znaleźli u jednego z Hindusów siedemdziesiąt gadów (różne gatunki, w tym kobry) i 30 ml jadu. Zwierzęta były przechowywane w drewnianych skrzyniach i workach jutowych.

Można przypuszczać, że przestępcy kupowali węże od kłusowników lub sami łapali w rozmaite pułapki. Jad sprzedawano na czarnym rynku.




W Nepalu stado słoni zaatakowało wioskę - jedna osoba zginęła

Stado słoni zaatakowało wioskę w południowo-zachodniej części Nepalu. W rezultacie jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne.

 

 


Według The Himalayan Times, zwierzęta zaatakowały wioskę o świcie, gdy ludzie spali. Mieszkańcy nie mieli czasu, aby uciec z powodu słabej widoczności. We wsi utrzymywała się gęsta mgła. Policja, która przybyła na miejsce, zdołała rozproszyć zwierzęta. Ranni zostali zabrani do szpitali. Ich życie nie jest zagrożone.

Według doniesień mediów, wieś znajduje się w pobliżu parku narodowego Bardia, gdzie żyje wiele słoni. Pierwszy raz w historii zdarzyło się w tym regionie, że rozjuszone stado zaatakowało ludzi.
 




W Odessie wejście do budynku policji obłożono martwymi psami

W ten sposób wolontariusze i obrońcy praw zwierząt próbowali zwrócić uwagę policji, że ta nie robi nic, aby złapać zwyrodnialców.

 


28 grudnia br. przed budynkiem policji w Odessie odbyła się pikieta. Przed drzwiami komisariatu położono zwłoki psów, zatrutych 25 grudnia br.



Wolontariuszka Wictoria Kozaczenko powiedziała, że obrońcy praw zwierząt od dawna proszą o pomoc, ale funkcjonariusze ignorują zgłoszenia obywateli. Stosowne petycje w tej sprawie trafiły do komendanta policji i merostwa.

 



„Byliśmy odsyłani z biura do biura. Dlaczego potrzebujemy pomocy policji? Te zwłoki zostały znalezione w Czerjomuszkach i trafiły do laboratorium. Tam potwierdzono, że psy zostały zatrute” – powiedziała Kozaczenko.
 




Szczur z nowojorskiego metra „tańczył” na rurze

Niespotykana sytuacja miała miejsce w zwykłym metrze w Nowym Jorku. Coś takiego ludzie widzieli po raz pierwszy i przecierali oczy ze zdumienia.

 




Szczur wkradł się do wagonu, wspiął się na rurę, jakby na wielki pylon i wykonał kilka ruchów tanecznych, a następnie schował się pod siedzeniami. Nieliczni obecni pasażerowie obserwowali niesamowite widowisko przez około 30 sekund.



„Od 16 lat mieszkam w Nowym Jorku, ale czegoś podobnego nigdy nie widziałem" - mówi naoczny świadek.



„Nie miałem pojęcia, że szczur może poruszać się na gładkiej rurze i do tego pozować…!” – powiedział ktoś inny, wyrażając wielkie zdziwienie.